Mała a cieszy… :)

Mała Babia Góra – 1517 m n.p.m. – 21.10.2017

Myślami ciągle jesteśmy w naszym ostatnim wpisie (relacja – Cieńków Wyżni), kiedy jesień była tak piękna, że można było dostać oczopląsu z nadmiaru kolorów :). Jednak sytuacja w pogodzie diametralnie zmieniła się w przeciągu kilku dni i stało się to, czego pewnie wszyscy się spodziewali, jednak woleli nie mówić o tym głośno. Otóż wielobarwna jesień pozostawiła po sobie przewagę koloru szarego i tzw. burego. Nie chcieliśmy jednak ulegać ponurej aurze i kolejny weekend koniecznie chcieliśmy spędzić w górach. Po skompletowaniu w całości Korony Beskidu Śląskiego, wróciliśmy w Beskid Żywiecki, żeby kontynuować realizowanie projektu Żywieckiej Korony, należącej do klubu KZKG RPOstatnio ją troszkę zaniedbaliśmy w natłoku innych spraw i wyjazdów, ale na szczęście spokojnie możemy powrócić do realizacji zadania. Dawno nie było nas w okolicach Babiej Góry, dlatego chcieliśmy wyruszyć w te rejony. Brakowało nam ciągle zdobycia Małej Babiej Góry*, bo za każdym razem skupialiśmy się jakoś na “dużej”. W końcu postanowiliśmy, że czas na zdobycie “małej” chociaż tak na prawdę w cale nam nie było to po drodze, ponieważ nocleg tego dnia zaplanowaliśmy na Hali Krupowej , a to w końcu nie ten kierunek. Jednak ze względu na to, że właśnie przewidzieliśmy nocowanie w górach, mogliśmy sobie pozwolić na “lekkie” zboczenie z trasy. Lekkie w tym przypadku to pojęcie względne, bo jednak liczyło kilka godzin :). Wyruszyliśmy z domu bardzo wczesnym rankiem. Na tyle wczesnych, że można ten ranek potraktować jak środek nocy, bo niemal całą drogę do Zawoi pokonaliśmy w ciemnościach. Jednak dobrze zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że jeśli będziemy się bardzo ociągać, to będzie spory kłopot z zaparkowaniem auta na Przełęczy Krowiarki. Tam parking nie jest zbyt duży, biorąc pod uwagę ilość przyjeżdżających osób (od pewnego czasu jest on jeszcze mniejszy, a koszt postoju wzrósł do 15 zł za dzień). Jak się okazało wczesne wstawanie w cale nie było bezpodstawne, gdyż po przyjeździe na miejsce mimo wczesnej pory, na parkingu była już spora ilość aut i można powiedzieć, że zajęliśmy jedno z ostatnich “fajnych” miejsc. A to przecież październik i w dodatku zapowiadane prognozy nie były rewelacyjne. Warto wziąć to pod uwagę w okresie letnim, kiedy pogoda ma być jak marzenie. Lepiej wstać wcześniej i nie martwić się tym, gdzie pozostawić samochód :).

Rozpoczynamy wędrówkę. Dało odczuć się, że jesień to już tak na poważnie zagościła w kalendarzu i bardziej będzie skłaniała się ku zimie, a poczuliśmy to po wyjściu z ciepłego, rozgrzanego auta. Zakładamy kurtki i ruszamy niebieskim szlakiem (pamiętajmy, że za wejście do Babiogórskiego Parku trzeba zapłacić – 5 zł bilet normalny i 2,50 zł ulgowy). Każdy kto był na Babiej i szedł tym szlakiem, wie że droga aż do schroniska na Markowych Szczawinach to trasa typowo spacerowa, która lekko wznosi się do góry. Szliśmy żwawym krokiem, żeby się rozgrzać i poskutkowało to tym, że po kilkunastu minutach kurtki musiały być ponownie wsadzone do plecaków.

Ten spacer do Markowych Szczawin trwa około półtorej godziny. Nie wchodzimy do schroniska i bez przystanku idziemy dalej czerwonym szlakiem na Przełęcz Brona. Tutaj trasa się zmienia. Nie jest już prawie płaską ścieżką, tylko wznoszącą się do góry kamienną drogą. Jednak to krótki odcinek i po około 30 minutach dochodzimy do Przełęczy Brona. To przyjemne miejsce. Ma się wrażenie jakby stało się na dużym  tarasie, z resztą widoki są w tym miejscu piękne, więc możemy go nazwać tarasem widokowym :).

Na Przełęczy zaczyna robić się znowu chłodniej przez wiatr. Pogoda zaczyna się niestety psuć i sprawdzają się prognozy, które wskazywały, że są możliwe opady. Stojąc twarzą do tabliczki, która pokazywała nam, że jesteśmy na Przełęczy Brona, kierujemy się na prawo. Po lewej stronie Babia Góra, której nie widać. Zakryta w nisko zawieszonych chmurach, nie pokazała nam się nawet na chwilę. Chmury po jakimś czasie przyszły również na Małą Babią Górę, więc kiedy dotarliśmy na jej szczyt powitaliśmy ją już w kompletnym mleku. Zacinał deszcz ze śniegiem, wiał dość zimny wiatr, dlatego nie spędziliśmy tam dużo czasu. Staraliśmy się jakoś zrobić zdjęcie, jednak w takich warunkach musieliśmy powtarzać tą czynność kilkakrotnie, przez deszcz, który uparcie pozostawiał krople na obiektywie :). No cóż – takie uroki gór 🙂

Na szczycie stoją dwie tabliczki – jedna polska, druga słowacka. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zrobili fotki przy jednej i przy drugiej.

Ze szczytu schodziliśmy w deszczu prawie do samych Markowych Szczawin. Schodziliśmy tą samą trasą i ponownie musieliśmy się znaleźć na Przełęczy Krowiarki. To jednak nie koniec dnia, a mówiąc szczerze dopiero początek :). Jednak, żeby nie robić zbytniego zamieszania na blogu – bo przecież nie musicie robić tak jak my i Małą Babią zdobywać w dniu, kiedy nocleg planowany jest na Hali Krupowej – w końcu to kompletnie nie po drodze 🙂 W związku z tym ciąg dalszy w następnym wpisie, w którym znajdziecie relacje z kolejnych szczytów wchodzących w skład Korony Beskidu Żywieckiego klubu KZKG RP.

Trasa w pigułce^

 

  Przełęcz Krowiarki -> schronisko PTTK Markowe Szczawiny – 1h 35 min.

  schronisko PTTK Markowe Szczawiny -> Przełęcz Brona – ok. 35 min.

   Przełęcz Brona -> Mała Babia/Cyl – 30 min.

 

Górskie pozdrowienia, “W cieniu Gór”!!

 

^czasy podane na podstawie mapy Beskid Żywiecki , ExpressMap, Warszawa 2015

 

*Mała Babia Góra – szczyt wchodzący w skład Korony Beskidu Żywieckiego należącego do Klubu Zdobywców Koron Górskich RP.

Kompletujesz wszystkie szczyty wchodzące w skład Korony Beskidu Żywieckiego? 🙂 Jeśli tak – możesz uzyskać odznaczenia 🙂

Popularna KBŻ po zdobyciu 1 szczytu z listyBrązowa KBŻ po zdobyciu 10 szczytów z listySrebrna KBŻ po zdobyciu 25 szczytów z listyZłota KBŻ po zdobyciu 35 szczytów z listy

Categories: Beskid Żywiecki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *