Nieprzewidywalna pogoda Beskidu Śląskiego

Skrzyczne -> Małe Skrzyczne -> Kopa Skrzyczeńska -> Zielony Kopiec -> Gawlas -> Magurka Wiślańska -> Barania Góra -> Karolówka -> … -> Malinów -> Biały Krzyż -> Grabowa -> Kotarz – 22 – 23.07.2017

Powoli chyba zaczynamy się przyzwyczajać, do tego że w tym sezonie letnim, pogoda jest bardzo zmienna i dynamiczna. Wiedzieliśmy, że przedostatni weekend lipca będziemy mieć cały do dyspozycji więc nie mogło być inaczej – musiał być w górach. Początkowo plan zakładał nocleg w namiocie, jednak prognozy pogody cały czas nas odstraszały. Deszcz to jeszcze nic złego, ale prognozowane były gwałtowne burze i to właśnie ich się obawialiśmy. Do końca mieliśmy nadzieję, że może jednak coś się zmieni, no ale tak się nie stało, dlatego też zapadła decyzja, że nocujemy w schronisku. Trasa na ten weekend była nam dobrze znana prawie w całości, bo szliśmy nią już kilka razy. Jednak wtedy jeszcze nie realizowaliśmy projektu Korony Beskidu Śląskiego klubu KZKG RP i zorientowaliśmy się, że nie mamy zdjęć z kilku szczytów, które do niej wchodzą. Mowa o trasie Skrzyczne* -> Barania Góra*. Nie mieliśmy zdjęcia na Małym Skrzycznem*, Kopie Skrzyczeńskiej*, Zielonym Kopcu* i Gawlasie*. Przez wszystkie te wierzchołki przechodzi się idąc ze Skrzycznego na Baranią, nie zapominając oczywiście o Malinowskiej Skale*, no ale to miejsce akurat jest tak charakterystyczne, że trudno, żeby ktoś nie miał z tego miejsca zdjęcia :). Stwierdziliśmy więc już jakiś czas temu, że przejdziemy z miłą chęcią jeszcze raz tę trasę, ale musimy wybrać piękny słoneczny dzień, bo trasa ta jest piękna widokowo. Sobota miała być ładna (okazało się potem, że była wręcz upalna). Był to idealny dzień na to, żeby wyruszyć na Baranią przez Skrzyczne. Samochód zostawiamy w Szczyrku i ruszamy niebieskim szlakiem w stronę Skrzycznego. W okresie wakacyjnym, szczególnie kiedy pogoda dopisuje, trzeba liczyć się z tym, że do Szczyrku przyjeżdża mnóstwo ludzi. Warto więc wyruszyć z domu wcześniej, żeby nie mieć kłopotów z zaparkowaniem auta. Początkowo trasa prowadzi przez las i są momenty, gdzie podejścia są dość strome.

Ale już po krótkim czasie pojawiają się pierwsze widoki. Cała trasa jest dość urozmaicona, więc osoby, które po raz pierwszy będą zdobywać Skrzyczne tym szlakiem, nie powinny się nudzić :).

Aktualnie (lipiec 2017) są prowadzone prace remontowe wyciągu krzesełkowego, więc nie wjedziemy kolejką do pośredniej stacji. W związku z tym, kiedy doszliśmy na Halę Jaworzynę, zastaliśmy widoki daleko odbiegające od pięknego górskiego krajobrazu…no ale żeby było ładnie, najpierw musi być brzydko :). W szczególności powinni cieszyć się wszyscy miłośnicy białego szaleństwa, których będzie na górę wywoziła kolejka z nowymi krzesełkami :).

Na szczęście wyżej żadnych prac nie było. Robiło się za to coraz cieplej i bardziej duszno. Dlatego dosyć często robiliśmy przerwy na łyk wody.

Dotarliśmy na Skrzyczne :). Ale nie zostajemy tam na długo. Robimy jedynie zdjęcie i ruszamy dalej – jeszcze spory kawałek drogi przed nami. Od tego czasu będziemy cały czas trzymać się szlaku zielonego.

Skrzyczne

My bardzo lubimy tę trasę. Idzie się cały czas granią, gdzie mamy piękne widoki po każdej stronie. Dlatego tak bardzo zależało nam na tym, żeby pogoda nam dopisywała. I na razie dopisywała…chociaż wiedzieliśmy, że popołudniu mogą pojawić się burze. Dlatego, gdzie tylko się dało przyspieszaliśmy, żeby nie złapała nas burza, kiedy będziemy na otwartym terenie. Póki co, wszystko idzie po naszej myśli. Na kolejny wierzchołek docieramy szybko, po kilkunastu minutach i jest to Małe Skrzyczne. Nie jest to oznakowany szczyt, ale łatwo go rozpoznać po wyciągu.

Małe Skrzyczne (Małe Skrzyczne)

Fantastyczne na tego typu trasach jest to, że idąc granią są momenty bardziej płaskie, gdzie swobodnie możemy iść i podziwiać widoki. To przyjemna chwila oddechu przed kolejnymi bardziej stromymi podejściami.

Następna w kolejności jest Kopa Skrzyczeńska. To również nieoznakowany szczyt, dlatego staraliśmy się odszukać najwyższego wzniesienia.

Kopa Skrzyczeńska (Kopa Skrzyczeńska)

Zrobiliśmy więc zdjęcie i lecimy dalej. Najmniejszy podmuch wiatru jest wielką ulgą :). Słoneczko pięknie świeciło nam przez cały czas. Kolejny szczyt na naszej drodze to Malinowska Skała. Bardzo charakterystyczne miejsce w Beskidzie Śląskim. Idąc widzimy ją z daleka – JĄ, czyli jak sama nazwa wskazuje wielką skałę :).

Malinowska Skała

Malinowska Skała(Malinowska Skała)

Malinowska Skała

Kiedy schodziliśmy z Malinowskiej Skały w stronę Zielonego Kopca w oddali zaczęło grzmieć. Obawialiśmy się tego, że za chwilę złapie nas burza a przecież do schroniska mamy jeszcze dość sporo drogi. Obserwowaliśmy jak nad Babią Górą zebrały się chmury i widać było jak w mgnieniu oka było tam dosłownie oberwanie chmury. Mieliśmy ogromną nadzieję, że nas to jakoś ominie. Nie wiemy jakim cudem, ale tak właśnie się stało. Burza krążyła cały czas dookoła a omijała miejsca, w których akurat byliśmy my :). Docieramy więc na Zielony Kopiec.

Zielony Kopiec (Zielony Kopiec)
Kiedy patrzy się na niego z daleka zaczyna się dostrzegać to, że nazwa pasuje do jego wyglądu. Faktycznie kształtem przypomina kopiec, a jego dominującą barwą jest zieleń.Kolejny wierzchołek to Gawlas. On też na szczęście jest oznakowany, chociaż na tabliczce z trudem da się odczytać napis.
Gawlas

(Gawlas)
Upał daje się we znaki. Momentami robiło się bardzo duszno , a mając już spory kawałek drogi za sobą, każde kolejne podejście odczuwaliśmy coraz bardziej. Przerwy na złapanie oddechu i napicie się wody to podstawa. Idziemy dalej przechodząc przez kolejny wierzchołek jaki jest Magurka Wiślańska* i idziemy już bezpośrednio na Baranią Górę zielono – czerwonym szlakiem.
W końcu udaje nam się dotrzeć na Baranią Górę. Pogoda się utrzymuje, nadal świeci piękne słonko. Robimy sobie dłuższą przerwę na szczycie, żeby zjeść, napić się i nabrać sił. Siadamy na wieży widokowej (tam zawsze mocniej wieje, a w taką pogodę to dobre orzeźwienie) i patrzymy na całą panoramę jaka rozpościera się z Baraniej. Widoczność jednak nie była rewelacyjna, ponieważ Tatry były niemal kompletnie niewidoczne.
Barania Góra
(Barania Góra)
To jednak nie był koniec wyprawy. Po odpoczynku ruszamy dalej w stronę na Przysłop, gdzie znajduje się schronisko pod Baranią Górą. Ze szczytu Baraniej dzieli nas od niego jakaś niecała godzinka. Szlak jest bardzo przyjemny. Praktycznie w całości schodzi w dół, więc jest to fajny odpoczynek. Drzewa dają przyjemny cień, więc wolnym krokiem zmierzamy dalej.
W kilku miejscach trasa była dość mocno podtopiona, więc tam gdzie się dało przechodziliśmy bokiem, a w innych miejscach powoli staraliśmy się przejść, żeby jak najmniej ucierpiały na tym nasze suche buty :).
(schronisko na Przysłopie pod Baranią Górą )
Docieramy do schroniska. Ale to w dalszym ciągu nie koniec wędrowania na ten dzień. Musimy iść jeszcze troszkę dalej, na szczyt Karolówka*, który również wchodzi w skład Korony Beskidu Śląskiego klubu KZKG RP. Dlatego też przechodzimy koło schroniska i idziemy dalej zielono – niebieskim szlakiem. Początkowo schodzimy ostro w dół w lesie, a następnie droga będzie lekko wznosić się do góry. Od schroniska na Karolówke droga zajmie nam około 30 minut.
Karolówka
(Karolówka)
Szczyt Karolówki jest nieoznakowany i całkowicie zalesiony. Dlatego standardowo staramy się znaleźć najwyższe wzniesienie a zdjęcie robimy nieco poniżej, żeby cokolwiek było widać :)To był już ostatni wierzchołek w tym dniu. Udajemy się więc z powrotem do schroniska. To właśnie tu spędzimy noc. Byliśmy troszkę zmęczeni, dlatego korzystając z tego, że był przyjemny wieczór usiedliśmy na chwilkę na tarasie schroniska. Szybko się zregenerowaliśmy. To chyba to powietrze tak na nas działa :). Udało nam się w tym dniu zdobyć wszystko, co sobie założyliśmy no i to, co najważniejsze udało nam się to wszystko zrobić zanim zaczęła się psuć pogoda. Cały dzień przeszliśmy tyle kilometrów tzw. “suchą stopą” :). Jak dotarliśmy do schroniska zastanawialiśmy się czy prognozy się sprawdzą i noc będzie bardzo burzowa. Okazało się, że wszystko się sprawdziło, dlatego rezygnacja z noclegu w namiocie była dobrym posunięciem (warto też wspomnieć, że schronisko jest położone w takim miejscu, gdzie z trudem da się znaleźć w miarę płaskie miejsce, żeby rozbić namiot). Około godziny 20:30 zaczęło grzmieć i błyskać się coraz bardziej, aż w końcu burza przyszła na dobre. Wtedy na szczęście wszystko obserwowaliśmy z okna schroniska. Pioruny i błyski rozświetlały schroniskowy pokój. Odetchnęliśmy z ulgą, że wyrobiliśmy się w czasie.
Warto też wspomnieć słów kilka o samym schronisku na Przysłopie. Wszyscy, którzy znają to schronisko i bywali w nim jeszcze jakiś czas temu, pamiętają go pewnie w nieco innym wydaniu. Obecnie schronisko przeszło metamorfozę za sprawą remontu, który trwa już od pewnego czasu. Jeszcze rok temu, kiedy nocowaliśmy tam w wakacje, wszystko wyglądało inaczej. Przez “wszystko” mamy na myśli standard. Do niedawna było tam po prostu wszystko stare i faktycznie śpiąc na podłodze (bo rok temu właśnie tak spędzaliśmy tam noc), było mało przyjemnie. Co nie oznacza, że nie było tam pozytywnego klimatu :). Teraz gołym okiem można zauważyć, że wszystko jest nowe i świeże. Pokoje wyremontowane, ładne łazienki i prysznice, więc faktycznie można tam odpocząć i odświeżyć się po całym dniu na szlaku. Dla nas obecne schronisko przypomina nam wyglądem w środku nawet hotel górski. Warto wybrać się w to miejsce chociażby dlatego, żeby zobaczyć, jak prezentuje się schronisko w nowym wydaniu, więc resztę ocenicie już sami :).Noc minęła nam przyjemnie. Szybko położyliśmy się spać, żeby się zregenerować i następnego dnia mieć siłę na kolejną dawkę górskich wrażeń :).W niedzielę wstaliśmy szybko i ucieszyło nas to, że po nocnej burzy z samego rana świeci słońce. Zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy w drogę. Musimy ponownie wrócić na szczyt Baraniej Góry zielonym szlakiem.
Wczesnym rankiem na Baraniej było bardzo spokojnie i cicho. Po drodze spotkaliśmy zaledwie dwóch biegaczy, którzy pewnie zerwali się o świcie, żeby uniknąć dużej ilości turystów. Na szczycie posiedzieliśmy chwilkę, żeby nacieszyć się tą naszą samotnością – dlatego właśnie warto spędzać noc w górach i budzić się z widokiem na nie :).
Z Baraniej kierujemy się w dół póki co tą samą drogą, którą poprzedniego dnia szliśmy w górę. W związku z tym trzymamy się zielonego szlaku i przechodzimy przez Magurkę Wiślańską, Gawlas i Zielony Kopiec.
Z Zielonego Kopca kierujmy się w stronę Malinowskiej Skały, ale nie dochodzimy do niej. Na rozwidleniu szlaków, wybieramy trasę niebieską (taki skrót, który doprowadzi nas do szlaku czerwonego).
I zmierzamy do naszego kolejnego celu jakim jest Malinów*. Zanim jednak do niego dotrzemy przechodzimy przez Przełęcz Malinowską.
Droga jest przyjemna, dużo w niej płaskich momentów, prócz kilku miejsc, gdzie musimy pokonać większą stromiznę. Zaczynają zbierać się chmury. Według prognozy w niedzielę również miała przejść burza, ale skoro w sobotę tak nas omijała to mieliśmy nadzieję na powtórkę z rozrywki :). Początkowo omijała nas, a deszczyk jedynie lekko kropił.
Byliśmy już troszkę głodni i mieliśmy plan usiąść na chwilkę na Malinowie. Jednak kiedy na niego doszliśmy, zaczęło grzmieć coraz bardziej, więc stwierdziliśmy, że nie będziemy się rozsiadać, tylko zejdziemy nieco niżej na wypadek gdyby burza na dobre się rozgościła.
Malinów
(Malinów)
Idziemy dalej czerwonym szlakiem w stronę Przełęczy Salmopolskiej. Po pewnym czasie dochodzimy do drogi i słynnego stoku, gdzie z Białego Krzyża w zimie zjeżdżają narciarze. Przez chwilę zaczyna tu mocniej padać.
Ruszamy dalej w kierunku Kotarza*, ale najpierw przechodzimy przez szczyt Grabowa. Od tego momentu przez pewien czas ubieramy się i rozbieramy na zmianę. Raz niebo zachodziło chmurami i zaczynał padać deszcz, a po chwili znowu wychodziło słońce i zaczynało się robić gorąco.
Grabowa
(Grabowa)
Jakiś czas od Kotarza zaczęło mocno padać i gdzieś w oddali słyszeliśmy grzmoty. Kiedy dotarliśmy na jego szczyt stwierdziliśmy, że zrobimy zdjęcie i przeczekamy chwilkę w chatce, która stała na jego szczycie. To była najlepsza decyzja, jaką mogliśmy podjąć. Dosłownie po paru minutach burza rozwinęła się na dobre. Całe szczęście, że byliśmy pod daszkiem, a nie gdzieś na otwartej przestrzeni. Błyski, pioruny i grzmoty, które rozchodziły się dookoła nas. To była chyba nasza (a nawet na pewno) najgorsza burza w górach. Czekaliśmy więc cierpliwie, aż w końcu przejdzie, żebyśmy w miarę bezpiecznie mogli ruszyć dalej. Tak spędziliśmy w tej chatce około godzinę. Przez cały ten czas lało a burza robiła się coraz bardziej groźna. Chatka, w której się schroniliśmy zaczęła przeciekać.. jakby nie wystarczyło to, że i tak byliśmy już cali mokrzy :). Staraliśmy się więc znaleźć miejsca, w których na nas nie kapie. I już wydawało nam się, że burza przechodzi, a tu po kilkunastu sekundach było uderzenie kolejnej fali. Zaczęliśmy się zastanawiać, czy w ogóle kiedykolwiek się ona skończy… 🙂 Mieliśmy szczęście, że w dobrym momencie, natrafiliśmy na naszej drodze tę chatkę. Będąc gdzieś na grani w takich warunkach, sytuacja staje się o wiele bardziej niebezpieczna. Po około godzinie deszcz zaczął ustępować, a burza się uspokoiła. Wyszliśmy na zewnątrz chatki zobaczyć jak wygląda sytuacja na niebie. Rozjaśniło się!!! Uff całe szczęście. Dlatego szybko się przebraliśmy w suche rzeczy i w drogę :). Przyspieszyliśmy nieco kroku, bo do kolejne punktu, czyli do Przełęczy Karkoszczonki (Chata Wuja Toma) mieliśmy spory kawałek drogi – niecałe 2 godzinki.
Kotarz
(Kotarz.. i chatka, która ochroniła nas przed burzą)
Co jakiś czas były ledwo słyszalne grzmoty. Obawialiśmy się, że może przyjść kolejna burza, dlatego w miarę szybkim krokiem szliśmy w dół. Na szczęście zarówno burza jak i deszcz już nas ominęły. Co nie znaczy, że nie byliśmy mokrzy :). Po tak intensywnym deszczu, na trawiastych odcinkach wysokie trawy zmoczyły nas całkowicie.
Przechodzimy koło Chaty Wuja Toma, ale nie zatrzymujemy się już w tym miejscu. Pozostał już nam ostatni odcinek, żeby wrócić do auta. Trzymamy się więc szlaku żółtego, który doprowadzi nas do Szczyrku. Schodzimy stromą drogą, która potem zamienia się w asfalt.

Kończymy wyprawę w miejscowości Szczyrk Biła przy pętli autobusowej. Stąd mamy chwilkę drogi do samochodu. To był niesamowity weekend, dynamiczny i nieprzewidywalny pod względem pogody. Mnóstwo górskich wrażeń. Zmęczeni i zadowoleni wróciliśmy do miasta. Jeśli tegoroczne wakacje spędzacie w Beskidzie Śląskim, zachęcamy Was do wyruszenia na szlak, a jedną z naszych propozycji jest długa i wyczerpująca trasa, którą przeszliśmy w ten weekend. Pamiętajcie jednak o dobrym przygotowaniu 🙂 Niech nie zmyli Was pora roku jaką aktualnie mamy w kalendarzu :). Lato może być bardzo kapryśne, jak to pokazuje nam w tym roku. Nie tylko krótkie spodenki, ale i ciepłe oraz przeciwdeszczowe rzeczy warto mieć w plecaku :).

Trasa w pigułce ^

 

  Szczyrk (okolice Beskidzkiej Galerii Sztuki) -> przez Halę Jaworzynę -> Skrzyczne – ok. 2h
  Skrzyczne -> Małe Skrzyczne -> Kopa Skrzyczeńska -> Malinowska Skała – 1h 15 min.
  Malinowska Skała -> Zielony Kopiec -> Gawlas – 40 min.
  Gawlas -> Magurka Wiślańska – 30 min.
  Magurka Wiślańska -> Barania Góra – 50 min.
  Barania Góra -> Przysłop (schronisko pod Baranią Górą) – ok. 45 min.
  Przysłop -> Karolówka – 30 min.
  Przysłop -> Barania góra – 1h
  Barania Góra -> Magurka Wiślańska – 40 min.
  Magurka Wiślańska -> Gawlas – 30 min.
  Gawlas -> rozwidlenie szlaków (szlak niebieski) -30 min.
  (dalej szlak czerwony)  rozwidlenie szlaków -> Przełęcz pod Malinowską Skałą – ok. 15 min.
  Przełęcz pod Malinowską Skałą -> Malinów – ok. 35 min.
   Malinów -> Przełęcz Salmopolska – 20 min.
  Przełęcz Salmopolska -> przez Biały Krzyż -> Grabowa – 20 min.
  Grabowa -> Kotarz – 25 min.
  Kotarz -> Przełęcz Karkoszczonka (Chata Wuja Toma) – 1h 30 min.

  Przełęcz Karkoszczonka -> Szczyrk Biła -> Szczyrk Centrum – 45 min.

Z górskimi pozdrowieniami, “W cieniu Gór”!!

^ czasy są podane na podstawie mapy Beskid Śląski, ExpressMap, Warszawa 2015

* Skrzyczne, Małe Skrzyczne, Kopa Skrzyczeńska, Malinowska Skała, Zielony Kopiec, Gawlas, Magurka Wiślańska, Barania Góra, Karolówka, Malinów, Kotarz – szczyty wchodzące w skład Korony Beskidu Śląskiego Klubu Zdobywców Koron Górskich RP

Kompletujesz wszystkie szczyty wchodzące w skład Korony Beskidu Śląskiego? 🙂 Jeśli tak – możesz uzyskać odznaczenia 🙂
                                                                  Popularna KBŚ po zdobyciu 1 szczytu z listy
                                                                 Brązowa KBŚ po zdobyciu 10 szczytów z listy
                                                                  Srebrna KBŚ po zdobyciu 20 szczytów z listy
                                                                    Złota KBŚ po zdobyciu 30 szczytów z listy
Categories: Beskid Śląski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *