Stary Smokowiec (Starý Smokovec) → Królewski Nos (Kráľovský nos) → Sławkowski Szczyt (Slavkovský štít) – 06.09.2018

Sławkowski Szczyt to wysoki, mierzący 2452 m n.p.m., rozległy i rozłożysty szczyt w bocznej grani słowackich Tatr Wysokich, odchodzącej z Małej Wysokiej. Usytuowany jest pomiędzy dolinami Staroleśną i Sławkowską. Z jego szczytu możemy obserwować szeroką panoramę na najwyższe i najbardziej spektakularne szczyty Tatr. Miejscowość, nad którą góruje to Stary Smokowiec.

To jedynie kilka suchych faktów na temat tej góry. Chcesz dowiedzieć się więcej? Zostań z nami na dłużej 😉


Trasa w pigułce

  Stary Smokowiec → Rozdroże pod Sławkowskim Szczytem → Królewskie Wrotka → Królewski Nos → Królewska Przełęcz → Sławkowski Szczyt – 5 h

Wydawnictwo Turystyczne Compass

Mapa Turystyczna← Przebieg trasy na mapie.


Nasza subiektywna ocena szlaku:

Szlak na Sławkowski Szczyt jest długi, mozolny, monotonny i daje kondycyjnie nieźle w kość. To solidny trekking, na który nie powinni porywać się ci z gorszą kondycją. Mocne nogi i dużo sił to absolutny MUST HAVE! Dobrze wybrać się na tą górę na maksymalnym wypoczynku. Prócz trudności kondycyjnych, natrafimy na jedno miejsce z większą ekspozycją terenu, jednak ścieżka poprowadzona tuż obok urwiska, jest na tyle szeroka, że nie powinniśmy się obawiać o możliwość zlecenia w przepaść. Prócz tego kilka momentów wymusza podparcie się rękami.


WAŻNA INFORMACJA!!!


PODSTAWOWĄ RZECZĄ, O KTÓRĄ MUSIMY ZADBAĆ JESZCZE PRZED WYJAZDEM JEST UBEZPIECZENIE. PAMIĘTAJMY, ŻE AKCJE RATOWNICZE NA TERENIE SŁOWACJI SĄ PŁATNE I SĄ TO BARDZO WYSOKIE KOSZTY. GÓRY TO NIEPRZEWIDYWALNA PRZESTRZEŃ, W KTÓREJ ZDARZYĆ SIĘ MOŻE WSZYSTKO, WIĘC MUSIMY BYĆ PRZYGOTOWANI NA KAŻDĄ SYTUACJE!


Udana wyprawa na Koprowy Wierch poprzedniego dnia, zaostrzyła nasz apetyt na słowackie Tatry (szlak na Koprowy Wierch). Zauroczeni widokami, kolejny dzień zapowiadał się nie mniej emocjonująco i przede wszystkim bardzo wyczerpująco.

Droga na Sławkowski szczyt jest bardzo długa, dlatego zadbaliśmy o to, aby wcześnie rano znaleźć się na szlaku. Było to bardzo istotne głównie z powodu prognoz pogody, które zmieniały się bardzo dynamicznie i nie mieliśmy pewności czy dobre warunki utrzymają się przez cały dzień.

Miejscem startowym jest Stary Smokowiec – miejscowość znajdująca się u podnóża Tatr Wysokich na Słowacji, będąca głównym ośrodkiem turystycznym oraz najstarszym ośrodkiem uzdrowiskowym po południowej stronie Tatr. Charakterystycznym punktem jest najsłynniejszy budynek Starego Smokowca, wybudowany w 1904 roku – hotel Grand, który nieprzerwanie przez tak długie lata jest najbardziej reprezentacyjną budowlą tego miasta. Prócz tego w Starym Smokowcu mieści się siedziba Górskiego Pogotowia Ratunkowego, czyli Horská záchranná službaHZS.

My jak zwykle do Starego Smokowca dojeżdżamy wtedy, kiedy miasto jeszcze śpi, ale po zejściu na dół, będziemy mieli okazję poczuć turystyczną atmosferę tego miejsca. 

Samochód zostawiamy tuż za przejazdem kolejowym na parkingu, nieopodal wcześniej wspomnianego hotelu Grand. Koszt miejsca parkingowego na cały dzień to 6 euro.

Przechodzimy na drugą stronę ulicy i szukamy szlaku niebieskiego. Idziemy koło kościoła i po chwili odnajdujemy tabliczkę z drogowskazem.

Jak widać na zdjęciu powyżej, według słowackich obliczeń, na szczyt ze Starego Smokowca, droga powinna zająć ponad 5 godzin. Oczywiście wszystko zależne jest od indywidualnego tempa, jednak w rzeczywistości czas jest nieco krótszy. Nie zmienia to jednak faktu, że szlak na Sławkowski Szczyt to niezły trekking, który z niejednego wyciśnie ostatnie poty.

Dzień budził się powoli i przez długi czas utrzymywała się poranna mgła. Początek drogi to dość mocno zarośnięty szlak, który od samego początku zaczyna się wnosić do góry. I nie oszukujmy się – od tego momentu nie będziemy mieli okazji iść już po płaskim. Zaczyna się ostra, długa i wyczerpująca wyprawa :).

Docieramy do Rozdroża pod Sławkowskim Szczytem. Z tego miejsca możemy dotrzeć czerwonym szlakiem do Śląskiego Domu lub do Smokowieckiego Siodełka (Hrebienok). My jednak podążamy cały czas drogą znakowaną na niebiesko.

Wchodzimy w leśny odcinek i idziemy po kamieniach pod górę.

Kiedy opuszczamy granicę lasu, docieramy do czegoś w rodzaju tarasu widokowego. To idealny pierwszy punkt obserwacyjny, na wszystko to, co później będziemy widzieć jeszcze dokładniej.

Chmury często zakrywały nam widoki. Momentami zasłaniały wszystko, schodziła gęsta mgła, która dawała przeszywający chłód, a po chwili odsłaniał się cały krajobraz, wychodziło słońce i dosłownie prażyło swoimi promieniami. Tak było przez niemal cały dzień, więc pod względem pogodowym było ciekawie.

A czy szlak na Sławkowski Szczyt jest ciekawy?? Zależy jak na to spojrzeć – postarajmy się najpierw znaleźć plusy. Kiedy chmury się rozchodziły, odsłaniały przepiękne widoki surowych, potężnych gór, nad którymi górowała oczywiście Łomnica. Widok na pionowe ściany robi duże wrażenie i w drodze na Sławkowski Szczyt jest kilka miejsc, w których możemy się zatrzymać i patrzeć się bez końca w kierunku Łomnicy i otaczających ją szczytów.

Warto wspomnieć jednak o tym, że w dużej mierze droga na Sławkowski Szczyt jest długa, monotonna i wyczerpująca kondycyjnie. Przez to, że jest ona mało urozmaicona, może się w niektórych momentach dłużyć i wydawać jakby nie miała końca.

(kubek górołaza 🙂 → https://www.gorskieklimaty.pl)

Idziemy cały czas w górę po kamiennych schodach. Szlak momentami robi się całkiem stromy. Idąc w górę, widok w kierunku na miasto mieliśmy prawie cały czas we mgle. Na szczęście bardziej atrakcyjna strona pod względem widokowym, co jakiś czas się całkowicie odsłaniała :).

Mozolne podejście nie ma końca. Podczas wejścia mieliśmy kilka momentów, które przezwyciężyliśmy i brnęliśmy mocno do góry mimo zmęczenia. Nasze nogi z pewnością pamiętały poprzedni dzień, ale mobilizacja może zdziałać cuda. Człowiek jest w stanie tak bardzo zmobilizować swój organizm do działania, że czasami jak zejdziemy na dół zaczynamy się zastanawiać skąd wzięliśmy jeszcze tyle sił, żeby iść do góry. To wszystko siedzi w głowie :). Góry trenują nie tylko nogi, ale przede wszystkim charakter.

Masz już dość? Nie masz sił? Nie dasz rady? I tu właśnie pomocna jest ta druga osoba – twój partner, towarzysz, współwędrownik :). Na szczęście w naszym przypadku jest tak, że rzadko zdarza nam się mieć chwilę kryzysu w tym samym czasie. I całe szczęście!!! 🙂 To idealny brak synchronizacji 🙂 Kiedy jedna osoba ma gorszą chwilę, ta druga pełna mocy mobilizuje do działania i kibicuje z całych sił, żeby dodać otuchy. I tak po pewnym czasie zmęczenie zostaje rozchodzone i razem zmierzamy do góry :).

Trudność kondycyjna (jeśli można to tak określić), jest największym problemem na szlaku. Większych trudności technicznych nie spotkamy na tej trasie, prócz jednego momentu, który często opisywany jest w Internetach jako najtrudniejszy fragment w drodze na Sławkowski Szczyt. 

Mowa o odcinku, który przedstawiony jest na zdjęciach poniżej. Przez krótki czas szlak prowadzi nieco bardziej eksponowanym terenem, gdzie ścieżka przy dość sporym urwisku może wydawać się bardzo wąska. W rzeczywistości jest ona na tyle szeroka, że swobodnie możemy pokonać ten odcinek bez obawy o to, że możemy spaść w przepaść.

(najtrudniejszy fragment szlaku na Sławkowski Szczyt)

Prócz tego fragmentu, jest jeszcze kilka miejsc, gdzie musimy pomóc sobie rękami i jak na każdym szlaku, szczególne w wyższych partiach należy uważnie stawiać stopy, aby nie poślizgnąć się na obluzowanej skale. 

Idziemy dalej….

…szlak w dalszym ciągu nie odpuszcza i zaczyna pojawiać się kolejna chwilka kryzysowa. Dopingujemy się wzajemnie i z niecierpliwością próbujemy dopatrzeć się wierzchołka, czyli miejsca, gdzie w końcu zauważymy metę. Ale ona jeszcze jest daleko… nawet bardzo daleko! Mamy wrażenie, że szczyt się oddala. Zaczynamy się śmiać sami z siebie – dobrze wiemy, że przecież on stoi sobie w miejscu i nie zamierza nigdzie się ruszać! 🙂 

Nie ma co marudzić! Bierzemy się w garść i dzielnie podążamy w górę. Przechodzimy przez Królewskie Wrótka i mijamy szczyt zwany Królewskim Nosem (Kráľovský nos, Slavkovský nos), ale wejdziemy na niego dopiero w drodze powrotnej. Teraz skupiamy się tylko na Sławkowskim Szczycie, bo trzeba mu przyznać – daje w kość ;). 

I w pewnym momencie zaczynamy dostrzegać coraz wyraźniej nasz cel. Widać gdzieniegdzie małe kropeczki podążające do góry. To tacy sami wojownicy jak my, którzy chcą wejść na Sławkowski Szczyt 🙂 Tu warto wspomnieć o tym, że kolejny raz doświadczyliśmy tego, że na bardzo popularnym szczycie na Słowacji nie trafiliśmy na tłum ludzi. Jak dla nas ilość osób zdobywających szczyt tego dnia, była idealna. Na szlaku cisza i spokój, co jakiś czas jedynie możemy powiedzieć słowackie “Ahoj”, a czasami nawet “Cześć” 😉

w oddali Sławkowski Szczyt(ten rozległy szczyt w oddali to On – Sławkowski Szczyt)

Im jesteśmy wyżej tym widoki robią się coraz bardziej interesujące. Panorama robi się coraz bardziej rozległa, a zmęczenie jakby zaczynało uchodzić. Przed nami jeszcze kawałek podejścia, ale widok szczytu zadziałał na nas jak magnes i ostatnie fragmenty pokonujemy w całkiem szybkim tempie. 

Ostatni odcinek w dalszym ciągu nie odpuszcza i trzeba pokonać strome podejście, które w wielu momentach jest dość sypkie i kruche, więc należy zachować większą ostrożność, żeby osuwające kamienie nie były przyczyną upadku. 

(ostatnie metry przed szczytem)

I udało się! Jesteśmy na Sławkowskim Szczycie! Szczęśliwi, że udało nam się wejść, że możemy widzieć jak wygląda świat z jego szczytu i jak prezentują się z tej perspektywy inne tatrzańskie giganty. 

Chmury cały czas obijały się o szczyty. Na szczęście były na tyle łaskawe, że pozwoliły popatrzeć na przepiękną panoramę. A jest na co patrzeć ze Sławkowskiego Szczytu! Widok na same dwutysięczniki jest naprawdę imponujący i rekompensuje wszystkie krople potu, które wycisnął z nas “Sławek” podczas długiego podejścia. 

Widoczna jest oczywiście Łomnica (2634 m n.p.m.), ale także Pośrednia Grań (2441 m n.p.m.), Baranie Rogi (2526 m n.p.m.), Lodowy Szczyt (2627 m n.p.m.), Jaworowy Szczyt (2418 m n.p.m.), Świstowy Szczyt (2383 m n.p.m.), Staroleśny Szczyt (2476 m n.p.m.), Rysy (2503 m n.p.m.), Wysoka (2547 m n.p.m.) i Król Tatr – Gerlach (2655 m n.p.m.)

Siedzimy na szczycie długo. Straciliśmy lekko poczucie czasu, ale przypuszczamy, że około godziny. Na szczycie jest kilkanaście osób, ale panował niebywały spokój i cisza. Każdy usiadł na kawałku skały i patrzył przed siebie. Jemy, pijemy – zbieramy siłę na drogę powrotną :). 

Nie chciało nam się iść na dół, ale zaczęło się robić coraz zimniej. Kiedy siedzi się bez ruchu na takiej wysokości, organizm szybko się wychładza, więc od razu jak tylko dotknęliśmy stopami szczytu, sięgnęliśmy po bluzy do plecaków.

Schodzimy dokładnie tą samą drogą w dół, prócz tego, że po drodze odwiedzamy szczyt, o którym wspomnieliśmy idąc do góry – Królewski Nos. To mało wybitny szczyt mierzący 2273 m n.p.m., który od Sławkowskiego Szczytu oddzielony jest Królewską Przełęczą. 

Królewski Nos(Królewski Nos)

W drodze powrotnej spotkaliśmy bardzo miłą towarzyszkę 😉 …tak odcinek, który my pokonujemy w kilkadziesiąt minut, Ona “przelatuje” w kilkanaście sekund 😉 

Dopiero będąc coraz niżej mieliśmy okazję zobaczyć widok w kierunku miasta.

Hrebienok (Hrebienok)

Stary Smokowiec (Stary Smokowiec)

Sławkowski Szczyt coraz dalej zostawał za naszymi plecami, a my zeszliśmy z powrotem do Starego Smokowca. Na dole miasto żyło turystycznym życiem i już zbliżając się do miejsca, z którego startowaliśmy, słyszeliśmy sympatyczne śmiechy słowackich turystów. Poczuliśmy przyjemną atmosferę miejsca i prócz pamiątkowego magnesu, skusiliśmy się na najpopularniejsze chyba słowackie piwo Zlatý Bažant. To w ramach nagrody za wyczerpującego “Sławka” 😉

Z górskimi pozdrowieniami, “W cieniu Gór”!!

About the Author

2 komentarze to “Wyczerpujący Sławkowski Szczyt”

  1. Świetnie, że udało Wam się zobaczyć wierzchołek w mniej tłumnej odsłonie ☺ My wchodzilismy 20 września i turystów bylo wielu. No i potwierdzam – trasa potrafi dać się we znaki, oj potrafi. Pozdrawiam ☺

    • Do tej pory faktycznie mieliśmy szczęście do przemierzania słowackich szlaków przy idealnej ilości ludzi Słowackie góry zauroczyły nas niesamowicie. Czujemy tam pewną wyjątkową aurę A Sławkowski Szczyt daje w kość, ale na szczycie wynagradza pot i łzy pozdrawiamy

Dodaj komentarz