Giewont – 1894 m n.p.m. – 09.03.2018

Giewont – kto tej góry nie zna?! Symbol polskich Tatr, symbol Zakopanego, który podziwiać możemy z wielu miejsc, również z poziomu miasta. Jego charakterystyczny wygląd i umieszczony na nim słynny krzyż sprawia, że  szczyt potrafi rozpoznać każdy. W lecie stanowi jeden z najbardziej popularnych kierunków, obieranych przez turystów. A jak wygląda w zimie?? 😊🌄Pierwszy raz na Giewont weszliśmy kilka lat temu w okresie letnim i wtedy nasze odczucia na jego temat były bardzo mieszane. Wszystko za sprawą wielkiej popularności tej góry, która przyciąga niezliczoną ilość osób, chcących stanąć koło słynnego krzyża, a przecież jego szczyt nie pomieści na raz tylu ludzi, stąd słynne kolejki na Giewont to już standard, z którym trzeba się liczyć jeśli chcemy na szczyt wejść w okresie letnim. Od czasu naszego pierwszego wejścia na Giewont przez dłuższy czas obserwowaliśmy go z innych wierzchołków i trzeba przyznać, że zawsze wygląda imponująco. W końcu nadszedł czas i zapragnęliśmy wrócić na niego, ale tym razem w warunkach zimowych. Pierwsza zimowa próba w naszym wydaniu, która była rok temu zakończyła się porażką, jednak czy słowo “porażka” jest właściwym? Dla nas to było nowe doświadczenie, które dużo nas nauczyło i przede wszystkim uświadomiło nam, że potrafimy odpuścić i zawrócić, jeśli wymaga tego sytuacja. Przed rokiem pokonała nas pogoda. Warunki były bardzo niekorzystne, a im byliśmy wyżej widoczność zmniejszała się do zaledwie kilku metrów. To znacznie utrudniało orientację w terenie, a wzmagający się wiatr w dosłownie krótką chwilę, zasypywał nasze ślady, co potem mogło stanowić duży problem z bezpiecznym powrotem. Wtedy odpuściliśmy i postanowiliśmy przełożyć to wejście na przyszły rok, mając nadzieję, że uda nam się trafić na odpowiednie warunki. Jak się okazało, warto było czekać, bo tym razem pogoda wynagrodziła nam roczne oczekiwanie i była taka, o jakiej marzyliśmy 🌄🌄🌞.

Aby dotrzeć na Giewont, busem dojechaliśmy do Kuźnic, skąd niebieskim szlakiem ruszyliśmy w stronę Kalatówek. Od rana słońce nas rozpieszczało, a to dodawało nam dużo sił i wiary w to, że tym razem może się wszystko udać.  Idąc w tym kierunku prawie zawsze przechodzimy przez Polanę Kalatówki, bo bardzo lubimy to miejsce. To pierwszy punkt, gdzie możemy się na chwilkę zatrzymać i popatrzeć między innymi na Kasprowy Wierch. Z Kalatówek ruszamy dalej w stronę Hali Kondratowej. Niebieski szlak prowadzący na Halę Kondratową jest jednym z naszych ulubionych. Przechodzimy ten odcinek wolnym krokiem, bez pośpiechu. Na szlaku jest spokojnie, cicho i nie mijamy prawie nikogo. Idąc leśnymi ścieżkami, słońce przebija się przez korony drzew. To niesamowite jak kilka promieni słonecznych potrafi zwiększyć morale 😊. Polana KalatówkiKiedy docieramy na Halę Kondratową słońce na chwilkę się schowało za chmurami. Ale spokojnie – wszystko jest wpisane w plan i według prognoz, które obserwowaliśmy tak właśnie miał kształtować się dzisiejszy dzień. Standardowo jak to na Kondratowej, robimy sobie chwilkę przerwy. To miejsce, które darzymy ogromną sympatią. Jest tu coś, co nas przyciąga i zawsze dobrze się czujemy. Najmniejsze schronisko po polskiej stronie Tatr, nadaje Hali specyficznego charakteru i sprawia, że moglibyśmy siedzieć tu godzinami. Jednak na dłuższe leniuchowanie zatrzymamy się w drodze powrotnej, póki co nasze myśli sięgają wyżej 😍. (w drodze na Halę Kondratową) Hala Kondratowa(Hala Kondratowa)Początek trasy od Hali Kondratowej jest łagodny i dopiero po pewnym czasie podejścia robią się bardziej strome. Od samego początku możemy patrzeć w górę na białe wierzchołki. Widoki są piękne, a to co najlepsze dopiero przed nami.  Trasa na Giewont zimą w trudnych warunkach, kiedy widoczność jest ograniczona, może sprawić  trudności orientacyjne. Łatwo zgubić drogę i wejść w miejsce, z którego będziemy musieli się wycofać. Całe szczęście dla nas tym razem warunki są łaskawe, więc bez większych trudności odnajdujemy drogę. Śnieg jest dość dobrze związany i poruszanie się w nim nie stanowi problemu. Na bardziej stromych odcinkach jest ubity, co sprawia, że nogi się nie osuwają.  Ostatni dość długi odcinek prowadzący na Kondracką Przełęcz to wąska półka w stromym zboczu. Im jesteśmy wyżej, słońce ponownie zaczyna pojawiać się na niebie. Są momenty, w których wiatr się wzmaga i zasypuje ślady wydeptane przed nami, ale chwilami ustaje całkowicie i robi się naprawdę bardzo ciepło 😊🌞.  W promieniach słońca udaje nam się dotrzeć na Kondracką Przełęcz. Pogoda zrobiła się bajkowa, chociaż jak to na Przełęczy wiatr ponownie się nasilił. Widoki jednak powalają. Przez chwilę idąc w stronę Przełęczy poczuliśmy lekkie zmęczenie, ale już po chwili widząc niesamowitą panoramę, wszystkie oznaki zmęczenia zniknęły i wpatrywaliśmy się w nasz cel, do którego mieliśmy jeszcze kawałek drogi. Niezależnie w którą stronę spojrzeliśmy, zimowa panorama Tatr po prostu zapiera dech w piersiach.  Kondracka Przełęcz(Kondracka Przełęcz)

Do szczytu pozostało około 40 minut. Najtrudniejszy fragment to oczywiście ostatnie podejście, które wyposażone jest w łańcuchy. Wejście do góry nie sprawia nam większych trudności, jednak przy zejściu należy uważać i nie spieszyć się, powoli stawiając kroki. z Kondrackiej Przełęczy na Giewont(z Kondrackiej Przełęczy na Giewont) (ostatnie podejście na Giewont)(ostatnie podejście na Giewont)

I udało się. Nasze marzenie o zimowym Giewoncie zostało spełnione. Tym razem na szczycie jesteśmy sami. Zdecydowanie w tym wydaniu podoba nam się bardziej 😊. Pogoda pozwoliła nam nie tylko na wejście na szczyt, ale również na dalekie obserwacje. Piękny widok na Zakopane jak również w kierunku Kopy Kondrackiej, Kasprowego Wierchu i dalej na Tatry Wysokie. Być tam i stać koło słynnego krzyża w zimie to niesamowite uczucie. Tak!! Jesteśmy z siebie dumni i bardzo szczęśliwi. Było tak pięknie, że nie chcieliśmy schodzić w dół, nadszedł jednak czas, kiedy musieliśmy rozpocząć schodzenie. Widząc, że inni zbliżają się do ostatniego podejście, postanowiliśmy zacząć schodzić, żeby spokojnie opuścić kopułę szczytową. Ważne, aby pamiętać, że latem stojąc tyłem do Kondrackiej Przełęczy a przodem do Giewontu, wchodzimy prawą stroną, a lewą schodzimy, natomiast w zimie, wejście i zejście odbywa się tą samą – prawą stroną.  Giewont zimą(Giewont zimą)Schodząc mamy przed sobą szlak prowadzący na Kopę Kondracką i inne tatrzańskie wierzchołki, które idąc w dół obserwujemy zadowoleni i spełnieni.  zejście z Kondrackiej Przełęczy(zejście z Kondrackiej Przełęczy)

To oczywiste, że chcąc wybrać się na Giewont w zimie, najpierw musimy go poznać w warunkach letnich. Jednak o ile wejście na niego w lecie może nie przysporzy niedoświadczonemu turyście problemów, to zimą sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Pamiętajmy o tym planując zimowe wyprawy i jeśli nie czujemy się na siłach wybierzmy na początek łatwiejsze wierzchołki. To, że przed rokiem musieliśmy się wycofać, a po roku wróciliśmy i udało się wejść, sprawiło, że zdobycie szczytu było dla nas podwójną radością. Grunt to jednak bezpieczeństwo, żeby móc w razie czego wrócić w dane miejsce i obierać sobie kolejne cele 😊🌄🌄🌄🌞.

 Trasa w pigułce

  Kuźnice → Polana Kalatówki – 30 min.

  Polana Kalatówki → Hala Kondratowa – 45 min.

  Hala Kondratowa → Kondracka Przełęcz – ok. 1h 15 min.

  Kondracka Przełęcz → Giewont – 40 min.

 Z górskimi pozdrowieniami, “W cieniu Gór”!!

About the Author

Dodaj komentarz